Tusk o nowych lekach na choroby rzadkie

Źródło wideo: TVN24

Źródło zdj. gł.: PAP/Leszek Szymański

Publiczne zbiórki pozwalają finansować terapie kosztujące nawet miliony złotych, ale mogą też pogłębiać nierówności między pacjentami. Ministerstwo Zdrowia chce, by darczyńcy mogli sprawdzić, na jaką terapię trafiają ich pieniądze, czy jest ona zarejestrowana i refundowana.

Kluczowe fakty:

  • Publiczne zbiórki na leczenie w Polsce umożliwiają finansowanie kosztownych terapii, jednak mają swoje wady. Jakie?
  • MZ planuje wprowadzenie zmian, które pozwolą darczyńcom sprawdzić status terapii finansowanych ze zbiórek. Co jeszcze?
  • Ministerstwo proponuje stworzenie publicznego systemu informacji o terapiach oraz kart pacjenta. Co miałyby zawierać?
  • Zastosowanie terapii finansowanej ze zbiórki może mieć wpływ na dalsze leczenie w publicznym systemie. Jaki?
  • Resort zdrowia planuje przeznaczenie 200 mln zł z Funduszu Medycznego na wsparcie innowacyjnych rozwiązań.

- Zbiórki na kosztowne leczenie miały być coraz rzadsze, ponieważ dostęp do nowoczesnych leków w Polsce systematycznie się poprawia - podkreślał w ubiegłym tygodniu podczas Forum Rynku Zdrowia Mateusz Oczkowski, dyrektor Departamentu Polityki Lekowej i Farmacji w Ministerstwie Zdrowia. Stało się jednak odwrotnie.

Zbiórek nie ubywa mimo nowych terapii

Jak przypomniał, od czasu opublikowania "Polityki Lekowej Państwa 2018-2022" [nowa Polityka Lekowa Państwa jest w trakcie opracowywania - red.] do refundacji wprowadzono około 800 nowych technologii. Nie spowodowało to jednak zmniejszenia skali zbiórek. - Nie stało się tak w refundacji standardowej, nie stało się tak w ratunkowym dostępie do terapii lekowych, ani w imporcie docelowym, a tym bardziej nie stało się to w zbiórkach pieniędzy przez pacjentów. One tak naprawdę się wzmocniły - podkreślił.

Zdaniem przedstawiciela resortu publiczne apele o pieniądze na kosztowne terapie mogą wywoływać przekonanie, że państwo pozostawiło danego pacjenta bez pomocy.

Problem zbiórek został uwzględniony w przygotowywanej przez resort Polityce Lekowej. - Znalazły się tam dodatkowe rozdziały, w tym między innymi właśnie o zbiórkach dla pacjentów - mówił Oczkowski.

Nie każda terapia ze zbiórki jest zweryfikowana

JJednym z najistotniejszych zdaniem przedstawiciela Ministerstwa Zdrowia problemów związanych ze zbiórkami są terapie, których skuteczność lub status nie zawsze mogą być jasne dla osób wpłacających pieniądze.

Oczkowski przywołał przykład kosztownej terapii genowej, na którą zbierano miliony złotych, choć pacjenci zostali później objęci finansowanym przez państwo programem lekowym. Wspomniał również o zbiórce na terapię genową dla pacjentów z dystrofią mięśniową Duchenne'a, która nie miała zgody na rejestrację w Europie i nie była rekomendowana przez towarzystwo naukowe.

Przypomnijmy, powodem odmowy zgody na dopuszczenie terapii przez Europejską Agencję Leków (EMA), jak wskazano w uzasadnieniu tej decyzji, było niewykazanie skuteczności w zakresie pierwszorzędowego punktu końcowego (czyli głównego kryterium oceny) - poprawy funkcji ruchowych.

Ministerstwo zapewnia, że nie zamierza zakazywać pacjentom organizowania zbiórek ani regulować całej działalności platform, na których są prowadzone. Chce natomiast zwiększyć dostęp do wiarygodnych informacji o finansowanych w ten sposób terapiach. - Myślę, że powinniśmy zagwarantować etap weryfikacji i informacji każdego beneficjenta - mówił Oczkowski.

Darczyńcy mogliby dzięki temu sprawdzić nie tylko, na jakie leczenie zbierane są pieniądze, ale również jaki jest status danej terapii, czy jest finansowana ze środków publicznych oraz dlaczego pacjent nie otrzymał jej w ramach innej dostępnej ścieżki.

Publiczny system informacji o terapiach

Jednym z rozwiązań przedstawionych przez Mateusza Oczkowskiego ma być stworzenie systemu, który pozwoli sprawdzić podstawowe informacje o terapiach finansowanych ze zbiórek. Nie chodzi jednak o rejestrowanie każdej akcji prowadzonej w Internecie.

- Chodzi o stworzenie karty pacjenta. Zbiórki mogą być na wielu portalach, więc nie chcemy mnożyć bytów ponad stan - mówił Oczkowski.

Karta zawierałaby podstawowe informacje kliniczne, udostępniane publicznie za zgodą zainteresowanego. - Skoro zbiera na ten cel, więc musi i tak powiedzieć, co mu jest. Ona byłaby zamieszczona w przestrzeni publicznej i każdy mógłby sobie wyszukać informację w tym zakresie - tłumaczył. Za przekazywanie danych miałby odpowiadać lekarz lub ośrodek prowadzący pacjenta. Ministerstwo nie zamierza natomiast samodzielnie oceniać każdej zbiórki.

Oczkowski mówił również o przypadkach, w których pacjent zakwalifikowany do programu lekowego jednocześnie prowadzi internetową zbiórkę na leczenie. Jego zdaniem może to tworzyć wrażenie, że chory został pozostawiony bez pomocy, choć ma zapewnione leczenie w publicznym systemie. Publiczna karta pacjenta pozwalałaby zweryfikować, czy chory rzeczywiście nie ma dostępu do finansowanej przez państwo terapii, a także jakiego leczenia dotyczy zbiórka oraz jaki ośrodek je rekomenduje.

Terapia ze zbiórki może wpłynąć na dalsze leczenie

Dostęp do takich danych jest szczególnie istotny, ponieważ zastosowanie terapii finansowanej ze zbiórki może mieć konsekwencje dla późniejszego leczenia w publicznym systemie. - Otrzymanie terapii bardziej innowacyjnej niż ta dostępna publicznie, czyli w programach lekowych albo innych trybach, blokuje ścieżkę pacjenta - wskazał Oczkowski.

- Kryteriów programu lekowego nie można zmieniać dla konkretnego chorego tylko dlatego, że wcześniej sfinansował inne leczenie ze zbiórki - dodał i zapowiedział również wzmocnienie roli Agencji Badań Medycznych. Instytucja miałaby analizować dane dotyczące stosowanych terapii, ich skuteczności oraz efektów leczenia. Nie chodziłoby o publiczne ujawnianie historii choroby konkretnych osób, ale o ocenę określonych technologii w szerszej grupie pacjentów.

Nowy dostęp do terapii. Resort mówi o 200 mln zł

Ministerstwo Zdrowia pracuje również nad rozwiązaniami, które mają umożliwić pacjentom szybszy dostęp do nowych leków. Jednym z nich ma być program przedrejestracyjnego dostępu, wzorowany na trybie Compassionate Use, czyli procedurze "humanitarnego stosowania leku". Miałby obejmować okres od trzeciej fazy badania klinicznego do momentu rejestracji terapii.

Oczkowski mówił również o mechanizmie obejmującym okres po rejestracji leku, a przed złożeniem wniosku o refundację. - Z jednej strony odpowiedzialność miałaby firma farmaceutyczna do momentu zarejestrowania, a z drugiej strony Ministerstwo Zdrowia - wskazał. Na ten cel resort zamierza przeznaczyć 200 mln zł z Funduszu Medycznego.

Zbiórki mogą pogłębiać nierówności

Stanisław Maćkowiak, prezes i założyciel Federacji Pacjentów Polskich powiedział, że podstawowym sposobem na ograniczenie liczby zbiórek jest systemowe zwiększenie dostępności leczenia. Podkreślił, że skuteczność publicznej akcji często zależy od możliwości nagłośnienia historii przez konkretnego chorego.

- Osoby, które mają większe możliwości dotarcia do mediów, do zorganizowania tej zbiórki, stają się niejako uprzywilejowanymi - tłumaczył Maćkowiak. Tymczasem wielu innych chorych nie ma podobnych możliwości. - Oni są po prostu wykluczeni, to jest ogromna nierówność - dodał.

Szczególnie trudna jest w jego ocenie sytuacja osób z chorobami rzadkimi. Populacja takich osób w Polsce jest szacowana na około 3,5 miliona, a obecnie znanych jest około 8 tysięcy jednostek chorobowych z tej grupy. Zaledwie dla 5 procent pacjentów istnieje natomiast możliwość leczenia.

Milcząca zgoda

Dyrektor Mateusz Oczkowski odniósł się również do zarzutów dotyczących długiego oczekiwania na uruchomienie ratunkowego dostępu do terapii lekowej (RDTL). Wyjaśnijmy, RDTL jest procedurą, w ramach której można się ubiegać o finansowanie nieobjętej refundacją terapii, niezbędnej dla ratowania życia i zdrowia, w sytuacji gdy wyczerpano wszystkie dostępne technologie medyczne finansowane ze środków publicznych. Aby móc ubiegać się w Narodowym Funduszu Zdrowia o RDTL trzeba wcześniej uzyskać pozytywną opinię konsultanta krajowego lub wojewódzkiego w dziedzinie medycyny związanej z chorobą pacjenta.

- To nie są miesiące, lata oczekiwania, tylko to są średnio dni - twierdził Mateusz Oczkowski. Ministerstwo chce jednak zagwarantować, że na rozpatrzenie sprawy będzie maksymalnie 14 dni. - Jeśli konsultant krajowy i NFZ nie wyrobią się w tym czasie, będzie udzielana milcząca zgoda na leczenie dla pacjenta - podkreślił Oczkowski.

Problemem pozostają rosnące koszty nowoczesnych terapii. Oczkowski podkreślał, że istnieje duża dysproporcja między możliwościami finansowymi systemu a cenami części leków. - W programach lekowych koszty terapii wynoszą średnio około 40 tysięcy złotych, a w chorobach rzadkich około 100 tysięcy złotych. Niektóre terapie mają jednak kosztować nawet 2,5 mln zł rocznie i być stosowane przez całe życie pacjenta - mówił.

- System nie jest z gumy, a koszty terapii nie maleją, tylko wręcz rosną i jest ich coraz więcej - wskazał Oczkowski.

Źródło: tvn24.pl

ZOBACZ TAKŻE:

Link skopiowany do schowka.

Source: TVN24 · Anna Bielecka

At a glance

Topic
World
Country
🇵🇱 PL
Publisher language
PL
Added to Allnira