Szłapka o przyjętym przez rząd nowym projekcie reformy PIP

Źródło wideo: TVN24

Źródło zdj. gł.: Shutterstock

Państwowa Inspekcja Pracy zajęła zaskakujące stanowisko w sprawie zatrudniania wykładowców na podstawie umów cywilnoprawnych - podała "Gazeta Wyborcza". Odpowiedź inspekcji może stać się ważnym sygnałem dla całego sektora szkolnictwa wyższego.

O interpretację wystąpiła uczelnia kształcąca 17 tys. studentów. Chciała powierzać prowadzenie zajęć m.in. sędziom, radcom prawnym, lekarzom i geodetom, dla których praca dydaktyczna byłaby dodatkowym zajęciem. Drugi wniosek - najprawdopodobniej złożony przez tę samą instytucję - dotyczył prowadzenia zajęć na studiach podyplomowych.

"Sama uczelnia uważa, że ma prawo podpisać z nimi umowy cywilnoprawne, a nie etat, powołuje się na Prawo o szkolnictwie wyższym i zwraca uwagę, że nauczyciel akademicki na etacie ma bardzo szeroki zakres obowiązków, a nie tylko same wykłady (np. jest opiekunem roku, musi brać udział w badaniach naukowych itp.). Tymczasem specjaliści na zleceniu mieli zajmować się tylko wykładami i wystawianiem zaliczeń" - opisała "GW".

Zgodnie z założeniami wykładowcy mogliby wskazywać terminy, w których są dostępni, wpływać na harmonogram zajęć, samodzielnie dobierać metody nauczania, a także pracować dla innych podmiotów.

Umowy miały przewidywać możliwość zapewnienia zastępstwa, korzystanie przez prowadzących z własnego sprzętu oraz wynagrodzenie uzależnione od liczby faktycznie przeprowadzonych godzin. Zdaniem uczelni za cywilnoprawnym charakterem współpracy przemawiał również brak klauzuli wyłączności.

"Na koniec wskazano, że wykładowcy nie dostaną jak etatowcy stałego miesięcznego wynagrodzenia. Wysokość pensji będzie uzależniona od liczby faktycznie zrealizowanych godzin dydaktycznych" - przekazała "GW".

PIP: podstawową formą jest umowa o pracę

PIP nie zaakceptowała tej argumentacji. "Co do zasady podstawową formą świadczenia pracy na uczelni jest umowa o pracę" - napisała inspekcja, cytowana przez "GW".

Zdaniem inspekcji osoba prowadząca zajęcia pozostaje podporządkowana organizacji uczelni, która zachowuje wobec niej uprawnienia kierownicze i kontrolne.

Wykładowca - jak wskazała PIP - musi realizować zajęcia zgodnie z programem studiów, sylabusami i regulaminami. Dokumenty te określają m.in. cele i efekty kształcenia, treści zajęć, sposoby zaliczania przedmiotów oraz uzyskiwane przez studentów kwalifikacje. Prowadzący są również zobowiązani do przestrzegania zasad organizacyjnych, przepisów BHP i wymogów ochrony przeciwpożarowej.

Według PIP uczelnia "posiada narzędzia monitorowania, nadzoru i kierowania względem wykładowcy i może użyć ich wtedy, gdy jednostronnie uzna, iż taka konieczność zachodzi". O podporządkowaniu ma zatem świadczyć już sama możliwość skorzystania z tych narzędzi, a nie tylko faktyczne wydawanie poleceń.

"W przedstawionym przypadku występuje kumulacja cech właściwych stosunkowi pracy, tj. wykonywanie określonego rodzaju pracy na rzecz uczelni, za wynagrodzeniem, według ustalonego przez uczelnię harmonogramu zajęć, w miejscu przez nią wskazanym, pod nadzorem oraz z wykorzystaniem sprzętu zapewnionego przez uczelnię" - podsumowała PIP.

- Sztywny grafik jest według inspekcji podporządkowaniem, a elastyczny troską pracodawcy. Przy takim podejściu uczelnia nie miała jak wygrać, bo każdy fakt liczy się na tę samą stronę - ocenił Robert Nogacki z Kancelarii Prawnej Skarbiec.

Dr Marcin Wojewódka zaznaczył natomiast, że niewielka liczba godzin zajęć nie wyklucza zatrudnienia wykładowcy na część etatu. O niezależności prowadzącego nie przesądzają również własny laptop czy indywidualna polisa OC.

Interpretacje PIP są wiążące jedynie dla podmiotu, który o nie wystąpił. Mogą jednak zapowiadać linię przyjmowaną przez inspekcję podczas kontroli innych szkół wyższych, a w konsekwencji wpłynąć na sposób zatrudniania wykładowców w całej Polsce.

Źródło: "Gazeta Wyborcza"

ZOBACZ TAKŻE:

Link skopiowany do schowka.

Source: TVN24 · Bartłomiej Ciepielewski

At a glance

Topic
World
Country
🇵🇱 PL
Publisher language
PL
Added to Allnira