11 luksusowych aut zabezpieczonych w sprawie ZondaCrypto
Źródło wideo: TVN24
Źródło zdj. gł.: PAP/Radek Pietruszka
27 października o godzinie 23 czasu polskiego mija termin zgłaszania wierzytelności wobec BB Trade Estonia, operatora giełdy kryptowalut Zondacrypto. Sprawą zajmuje się estoński syndyk Margus Lentsius. Aby wziąć udział w postępowaniu upadłościowym, należy złożyć dokumenty samemu - na przykład za pomocą poczty elektronicznej - lub skorzystać z pomocy pełnomocnika.
Presję czasu widać było na jednej z grup na Facebooku, dedykowanej byłym klientom Zondacrypto. "Byłby ktoś [skłonny - red.] na priv krok po kroku mi powiedzieć, jak mam zgłosić to do Syndyka w Estonii? (pisownia oryginalna - red.)". "Czy jest ktoś kto nie otrzymał żadnej odpowiedzi na wysłany wniosek?". "Ktoś może napisać, jak wypełnił ten wniosek formularz?". To tylko kilka wpisów z ostatnich dni.
- Kto nie zgłosi się na czas, trafi do ostatniej kategorii zaspokojenia. W praktyce jego szanse na otrzymanie czegokolwiek spadają do zera - informuje w rozmowie z tvn24.pl radca prawny Damian Przybyłowski, przewodniczący komitetu wierzycieli Zondacrypto.
Link do formularza zgłoszenia wierzytelności udostępniało m.in. polskie Ministerstwo Sprawiedliwości.
Wszyscy szukają pieniędzy Zondacrypto
Równolegle do działań syndyka z Estonii śledztwo w sprawie upadłej giełdy kryptowalut prowadzi prokuratura z Polski. Zastało ono połączone z trwającym od 2022 roku dochodzeniem w sprawie zaginięcia Sylwestra Suszka, założyciela giełdy BitBay, poprzedniczki Zondacrypto.
Rzeczniczka prasowa prokuratora generalnego Anna Adamiak wyjaśnia, że postępowanie upadłościowe prowadzone przez syndyka oraz postępowanie karne polskiej prokuratury mają odmienny cel, a co za tym idzie odmienny przebieg.
- Syndyk prowadzi działania zmierzające do zgromadzenia majątku, który pozwoli zaspokoić roszczenia cywilnoprawne klientów upadłej giełdy. Celem postępowania karnego jest natomiast ustalenie, czy w związku z działalnością giełdy doszło do popełnienia przestępstwa oraz pociągnięcie do odpowiedzialności konkretnych sprawców - tłumaczy.
Adamiak przypomina jedocześnie, że złożenie zawiadomienia do organów ścigania nie zastępuje zgłoszenia wierzytelności u syndyka. To są dwie niezależne czynności.
Koordynacją działań między estońskim syndykiem a polską prokuraturą zajął się komitet wierzycieli, powołany podczas wrześniowego zgromadzenia w Tallinie.
W ubiegłym tygodniu w Warszawie doszło do spotkania trzech stron: syndyka, przewodniczącego komitetu wierzycieli oraz ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego Waldemara Żurka wraz z reprezentantami prokuratury.
Zgłoszenia do syndyka
Pod koniec sierpnia syndyk informował, że kwota roszczeń wierzycieli może wynieść 700 milionów euro (około 3 miliardy złotych). Takie informacje pojawiły się najpierw w mediach w Estonii.
Zgodnie z danymi przekazanymi przez Przybyłowskiego polskim mediom miesiąc później, do syndyka wpłynęło jednak pięć tysięcy zgłoszeń na kwotę 43 milionów euro (około 190 milionów złotych). Jak tłumaczy w rozmowie tvn24.pl, ostatecznie suma może wzrosnąć do 50 milionów euro.
- Dokładnych statystyk na tę chwilę nie ma, bo w październiku zgłoszenia przyspieszyły - mówi. Przybyłowski precyzuje, że chodzi o 200-300 zgłoszeń dziennie, przeważnie jednak na "bardzo małe kwoty".
50 z 700 milionów - to jedynie kropla w morzu, 7 procent całości. Dlaczego do syndyka nie zgłoszono się po większe pieniądze? Dlaczego formularze wypełniło pięć tysięcy wierzycieli, podczas gdy według estońskiej jednostki wywiadu finansowego Rahapesu Andmeburoo spółka BB Trade obsługiwała pod koniec 2025 roku około 57 tysięcy aktywnych klientów. Z kolei sama Zondacrypto deklarowała w 2025 roku, że obsługuje aż 1,35 miliona osób.
Michał Fuja, reporter "Superwizjera", zajmujący się aferą Zondacrypto, uważa, że pierwotne szacunki syndyka w sprawie możliwej skali roszczeń były zawyżone. - Wstępne wyliczenia były jedynie luźnymi obliczeniami, opartymi na doniesieniach medialnych - tłumaczy.
Jak dodaje dziennikarz, można również zakładać, że część osób się nie zgłosiła - zarówno do syndyka w Estonii, jak i do prokuratury w Polsce. - Powody tego mogą być różne, a podstawowy jest taki, że nie wszyscy klienci giełdy chcą być obligowani do ujawniania pochodzenia środków - stwierdza.
Kolejna kwestia to problemy z dokumentami przesyłanymi do syndyka. Przybyłowski wskazywał, że aż 1300 - czyli ponad 25 procent - zgłoszeń złożonych do września zawierało braki lub błędy formalne. Nie wiadomo, jaka część z nich zostanie poprawiona na czas.
Majątek po Zondacrypto
Suma, jaką da się odzyskać - zarówno w ramach działań prokuratorskich, jak i syndyka - pozostaje wielką niewiadomą.
- Dotychczas zabezpieczono mienie różnego rodzaju o łącznej wartości około 125 milionów złotych, przy czym należy podkreślić, że część z jego składników nie pochodzi z korzyści uzyskanych kosztem klientów giełdy Zondacrypto, a co za tym idzie, nie może zostać przeznaczona na zaspokojenie ich roszczeń - przekazuje rzeczniczka prokuratury.
Ostatnie osiągnięcia w śledztwie dotyczą zabezpieczenia 11 luksusowych samochodów. Ich wartość jest szacowana na cztery miliony złotych. Prokuratura informowała również, że bada transakcje dotyczące nieruchomości osób powiązanych ze sprawą.
Syndyk nie dysponuje dokumentami, które pozwoliłyby wliczyć do masy upadłościowej choćby widoczny ułamek takiej kwoty. Zidentyfikowany przez niego do tej pory majątek spółki to jedynie 167 tysięcy euro (około 730 tysięcy złotych). Kwota obejmuje środki na rachunkach u dostawców usług oraz saldo kryptoaktywów.
Nierozwikłana do tej pory jest kwestia majątku zgromadzonego rzekomo w kryptowalutowym portfelu Suszka. Według oświadczenia podejrzanego w sprawie Przemysława Krala, byłego prezesa upadłej giełdy, znajduje się na nim 4500 bitcoinów. Przy aktualnym kursie to 1,4 miliarda złotych.
- Portfel ten najprawdopodobniej nigdy nie należał do Suszka ani do giełdy - mówi jednak Michał Fuja.
Ogłaszając publicznie, że został adwokatem Krala, Roman Giertych poinformował media, że jego klient przedłożył do dyspozycji prokuraktury "ogromny majątek". "Łącznie z tym, który został zabezpieczony już wcześniej przez organy ścigania, powinien wystarczyć do zaspokojenia wszystkich pokrzywdzonych, którzy zgłosili się jako tacy do prokuratury" - napisał Giertych.
Kluczowa w tej sytuacji jest kwestia, ile było takich zgłoszeń. Pod koniec czerwca prokuratura informowała o 3,6 tys. osobach. Wszystko wskazuje, że to znacznie mniej niż faktyczna liczba klientów, którzy trzymali środki na rachunkach w Zondacrypto.
Prokuratura a syndyk. "Brak możliwości bezpośredniego przekazania"
A kwestia, czy poszkodowani odzyskają pieniądze, jest jedną z najważniejszych niewiadomych. Skoro prokuratura ma już 125 milionów złotych, czy może je po prostu odda wierzycielom?
- Z uwagi na odrębność postępowań brak jest prawnej możliwości bezpośredniego przekazania syndykowi majątku zabezpieczonego w postępowaniu karnym na cele zaspokojenia wierzycieli w sprawie upadłościowej - informuje Adamiak. Jak dodaje, współpraca z syndykiem sprowadzać się będzie do "wymiany i pomocy w weryfikacji informacji o istnieniu aktywów nadających się do zabezpieczenia, nie zaś na ich przekazywaniu pomiędzy poszczególnymi postępowaniami".
- Jeśli prokuratura zabezpieczyła majątek, który jest własnością BB Trade, to na wniosek syndyka powinna go wydać - komentuje Przybyłowski. - To pieniądze klientów, więc powinny wrócić do masy, a nie do Skarbu Państwa - dodaje.
Natomiast - jak przyznaje - jeśli zabezpieczony majątek nie jest własnością BB Trade, lecz osób trzecich, "faktycznie automatycznie nie ma podstaw do przekazania". - Syndyk może jednak prowadzić działania prawne zmierzające do włączenia takiego majątku do masy upadłościowej - zaznacza.
Michał Fuja uważa, że działania prokuratury za zrozumiałe. - Zabezpieczone nieruchomości, zegarki czy luksusowe samochody są na pewno łakomym kąskiem i rozbudzają wyobraźnię na szybkie spłacenie poszkodowanych w aferze. Tyle że najpierw trzeba zbadać, które składniki zabezpieczonego majątku mogą pochodzić ze środków klientów Zondacrypto, a które z innych przestępstw - mówi.
Dziennikarz podkreśla, że postępowanie prokuratury w sprawie giełdy pokrywa się w pewnym zakresie z postępowaniami, w których poszkodowanym jest Skarb Państwa.
- Trudno też wyobrazić sobie, by ktokolwiek z prokuratury miał zaryzykować przekazanie zabezpieczonego majątku syndykowi i utracenie nad nim kontroli. Zwłaszcza w sytuacji, kiedy do współpracującego z syndykiem komitetu wierzycieli Zondacrypto został wybrany radca prawny podejrzany o przestępstwa gospodarcze w dwóch toczących się równolegle prokuratorskich śledztwach - stwierdza Fuja. Chodzi o Roberta Nogackiego, który od pięciu lat jest podejrzanym w dwóch śledztwach: o pranie pieniędzy z handlu pracami dyplomowymi i o oszustwo w piramidzie finansowej AdBlast..
Klienci Zondacrypto na pewno powinni uzbroić się w cierpliwość, bo nawet jeśli jakieś pieniądze odzyskają, to nie stanie się to prędko.
Rzeczniczka prokuratura generalnego informuje, że "wobec ciągle napływających zgłoszeń pokrzywdzonych, którzy utracili dostęp do zgromadzonych środków, brak jest obecnie możliwości określenia przybliżonego horyzontu zakończenia postępowania w tym zakresie".
- Szacuję, że postępowanie upadłościowe może potrwać około trzech lat. Za pół roku powinniśmy wiedzieć znacznie więcej - ocenia Przybyłowski.
Estoński syndyk nie odpowiedział na wysłane przez redakcję tvn24.pl pytania, w tym dotyczące horyzontu czasowego zakończenia trwającego postępowania upadłościowego.
Redagował Daniel Pawluczuk
Źródło: tvn24.pl
ZOBACZ TAKŻE:
Link skopiowany do schowka.
Source: TVN24 · Łukasz Figielski
At a glance
- Topic
- World
- Country
- 🇵🇱 PL
- Publisher language
- PL
- Added to Allnira