Atak hakerów na giełdę kryptowalut Binance
Źródło wideo: TVN24
Źródło zdj. gł.: KCNA/PAP/EPA
To nie pierwszy atak, o którego przeprowadzenie podejrzewani są hakerzy działający na zlecenie władz w Pjongjangu.
Seria hakerskich ataków
Słynna Lazarus Group, czyli Grupa Łazarza, której działalność wiązana jest z Koreą Północną, miała stać za atakiem na Sony Pictures w 2014 roku. Wykradziono wtedy ogromne ilości danych, a część z nich opublikowano w internecie. Atak nastąpił przed premierą filmu "The Interview", przedstawiającego fikcyjny plan zamachu na rządzącego krajem od 2011 roku Kim Dzong Una.
W 2016 roku włamano się do systemu banku centralnego Bangladeszu i za pośrednictwem międzynarodowego systemu SWIFT hakerzy próbowali przelać niemal miliard dolarów. Ostatecznie udało im się ukraść 81 mln dolarów. Amerykański Departament Sprawiedliwości przypisał tę operację również Lazarus Group.
Rok później świat odczuł skutki ataku ransomware WannaCry. Złośliwe oprogramowanie sparaliżowało setki tysięcy komputerów w około 150 krajach. Uderzyło między innymi w brytyjską publiczną służbę zdrowia, zakłócając pracę szpitali i placówek medycznych. Tu również tropy prowadziły do Grupy Łazarza.
W 2022 roku zaczęły się głośne ataki na rynek kryptowalut. Służby coraz częściej łączyły je z inną grupą: TraderTraitor. Najgłośniejszy dotyczył giełdy Bybit i miał miejsce w lutym 2025 roku. Z platformy skradziono aktywa o wartości około 1,5 miliarda dolarów.
W wyniku hakerskiego ataku na Binance z 29 października, o który również podejrzewa się TraderTraitor, skradziono 6,3 mld dolarów. - To największy atak hakerski w historii - stwierdził w rozmowie z agencją Reuters Aravind Srinivasan, szef działu transakcji pozagiełdowych (OTC) w dużej firmie z sektora kryptowalut, GSR.
Sama Korea Północna od lat konsekwentnie zaprzecza, by miała cokolwiek wspólnego z cyberatakami. W maju tego roku rzecznik północnokoreańskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych nazwał oskarżenia "absurdalnym oszczerstwem".
Eksperci kontrują: - W niektórych przypadkach mamy stuprocentową pewność co do sprawców - mówi w rozmowie z tvn24.pl politolog Nicolas Levi, autor książki "Byłem północnokoreańskim dyplomatą".
Korea Północna we wrześniu obchodziła 78. rocznicę założenia
Źródło zdjęcia: KCNA/PAP/EPA
"Punkt wyjściowy" dla Korei Północnej
Korea Północna to jeden z najbardziej odizolowanych krajów świata. Obywatele mogą korzystać jedynie z kontrolowanej przez państwo sieci kwangmyong. Do znanego nam internetu dostęp mają tylko przedstawiciele elit, wojska i aparatu bezpieczeństwa.
Według dostępnych informacji w państwie aktywnych jest niewiele ponad tysiąc publicznych adresów IP - punktów cyfrowej styczności z resztą globu.
Z czego wynika działalność grup hakerskich, które wiąże się z Pjongjangiem? - Korea Północna potrzebuje pieniędzy, żeby się utrzymać. To jest punkt wyjściowy - mówi Nicolas Levi.
- Prowadzenie legalnej działalności jest bardzo ograniczone w związku z międzynarodowymi sankcjami nałożonymi na ten kraj. Dlatego skupia się na działaniach nielegalnych - dodaje.
Według szacunków zachodnich służb specjalnych, a także południowokoreańskiego Dowództwa Operacji Cybernetycznych, w tym celu reżim Kim Dzong Una stworzył ponad ośmiotysięczną armię hakerów, wykształconych zarówno w kraju, jak i poza jego granicą.
Cyberarmia z KRLD
Levi wskazuje, że jeśli chodzi o kształcenie informatyków, istnieje kilka możliwości. - Po pierwsze, są to starannie wybrane osoby z młodego pokolenia, zazwyczaj pochodzące z rodzin blisko związanych z rodziną Kimów. Osoby te studiują za granicą, między innymi w Rosji. Zdarzają się również pojedyncze przypadki studiów w innych państwach, w tym w Europie Środkowej - mówi.
Specjaliści są kształceni także w samej Korei Północnej. W tym celu niekiedy zaprasza się wykładowców z zagranicy lub organizuje międzynarodowe konferencje naukowe.
Zadaniem tak wytrenowanej armii, opłacanych przez państwo hakerów i programistów, jest między innymi włamywanie się do zagranicznych banków, firm czy instytucji, wykradanie danych, zakłócanie działania systemów oraz zdobywanie pieniędzy na potrzeby Koreańskiej Republiki Ludowo-Demokratycznej (KRLD).
Jak tłumaczy ekspert, jednym z głównych działań hakerów są cyberataki, które polegają na kradzieży środków z obcych kont, zarówno tradycyjnych walut, jak i kryptowalut. - Ataki mogą także dotyczyć infrastruktury publicznej i instytucji finansowych. Jeśli chodzi o infrastrukturę publiczną, mogą to być na przykład systemy administracyjne czy zakłady ubezpieczeniowe - wyjaśnia Levi.
Dodaje, że cyberataki wykonywanie są również na zlecenie innych państw, głównie Rosji. Przeprowadzane są przez zespoły, które znajdują się na terenie Korei Północnej albo za granicą. Ekspert wspomina między innymi o słynnym z tego powodu hotelu Chilbosan w Shenyang w północno-wschodnich Chinach.
Operacje te związane są przede wszystkim z armią i działalnością Głównego Biura Rozpoznania (RGB), czyli północnokoreańskiej służby wywiadowczej. Jedną z kluczowych struktur odpowiedzialnych za operacje w cyberprzestrzeni jest komórka zwana Biurem 121.
- Zlecenia operacyjne, takie jak cyberataki, są ostatecznie zatwierdzane przez osobisty sekretariat Kim Dzong Una. To rodzaj drugiej głowy przywódcy Korei Północnej - wyjaśnia Levi.
Ekspert wskazuje, że za proces informatyzacji Korei Północnej odpowiadał między innymi jeden z synów Kim Dzong Ila, czyli Kim Dzong Nam. - To był początek lat dziewięćdziesiątych. Mamy więc do czynienia z programem rozwijanym od wielu lat - tłumaczy.
Sprawa hakerskiego ataku na Binance zajmują się amerykańskie Secret Service i Federalne Biuro Śledcze. FBI przekazało, że federalna policja "współpracuje z odpowiednimi partnerami z sektora publicznego i prywatnego w celu ustalenia zakresu zdarzenia, oceny potencjalnych skutków oraz koordynacji odpowiednich działań śledczych".
Redagował Daniel Pawluczuk
Źródło: tvn24.pl
ZOBACZ TAKŻE:
Link skopiowany do schowka.
Source: TVN24 · Łukasz Figielski
At a glance
- Topic
- World
- Country
- 🇵🇱 PL
- Publisher language
- PL
- Added to Allnira