MZ o limitach w badaniach
Źródło zdj. gł.: Shutterstock
Kluczowe fakty:
- Badanie PET/CT odgrywa kluczową rolę w diagnostyce i monitorowaniu leczenia pacjentów onkologicznych.
- Skąd kolejki do tych ważnych badań? Nie chodzi o brak sprzętu.
- Eksperci podkreślają, że terminy badań powinny wynikać z potrzeb klinicznych, a nie z dostępności środków finansowych.
- Jak do postulatów lekarzy odnosi się Ministerstwo zdrowia? Czy karta e-DiLO coś zmieni?
Badanie pozytonowej tomografii emisyjnej połączonej z tomografią komputerową (PET/CT) pozwala onkologom wykrywać nowotwory, ich przerzuty lub wznowę, określać stopień zaawansowania choroby i ocenić skuteczność chemioterapii czy radioterapii. Nie każdy pacjent z diagnozą nowotworową musi wykonać je natychmiast.
- W wielu schematach badanie powinno być wykonane w określonym czasie po danym etapie terapii, na przykład dwa albo sześć tygodni po ostatnim cyklu chemioterapii. To nie jest termin administracyjny. Wynika z biologii choroby i sposobu działania leków. Jeżeli PET/CT zostanie wykonane zbyt wcześnie lub zbyt późno, wynik może nie odpowiedzieć na pytanie, które postawił lekarz prowadzący - tłumaczy prof. Rafał Czepczyński, prezes Polskiego Towarzystwa Medycyny Nuklearnej w informacji prasowej przesłanej do naszej redakcji.
Część pacjentów nie może czekać na PET/CT
Jak wskazuje ekspert, potrzeby pacjentów są różne. - Jeżeli badanie ma pomóc ocenić niewielką zmianę, na przykład guzek płuca, kilkutygodniowe oczekiwanie nie musi pogarszać rokowania. Inaczej wygląda sytuacja chorego w trakcie leczenia onkologicznego. Wtedy PET/CT może rozstrzygnąć, czy zastosowana terapia działa, czy trzeba ją zmienić albo czy można ją zakończyć - mówi specjalista i podkreśla, że tych pacjentów nie można ustawiać w jednej kolejce wyłącznie według daty zgłoszenia.
Tymczasem, jak wskazywali eksperci podczas posiedzenia sejmowej podkomisji stałej do spraw onkologii 22 października br. r., na badanie PET, np. w Zakładzie Medycyny Nuklearnej w Bydgoszczy, trzeba czekać nawet trzy miesiące.
Chodzi o to, że każdy ośrodek medycyny nuklearnej ma określoną przez NFZ pulę pieniędzy (kontrakt), za którą może wykonać określoną liczbę badań PET/CT w danym okresie rozliczeniowym (najczęściej w skali roku). Przez lata wiele placówek wykonywało badania ponad limit, ponieważ lekarze widzieli ich konieczność. Szpitale kredytowały takie świadczenia, licząc, że zostaną one później bez przeszkód rozliczone przez Narodowy Fundusz Zdrowia.
Jednak w kwietniu br. r. Narodowy Fundusz Zdrowia wprowadził nowe zasady rozliczania nadwykonań w diagnostyce obrazowej, obniżając stawki za świadczenia przekraczające kontrakt do 50-60 procent wartości. W efekcie dyrektorzy placówek w obawie o kondycję finansową coraz częściej wstrzymują nadwykonania.
Poza limitem wykonywanych jest obecnie około 30 procent badań PET - wynika z szacunków przytoczonych w Sejmie przez prezesa PTMN.
Podczas posiedzenia wspomnianej komisji prof. Leszek Królicki, konsultant krajowy w dziedzinie medycyny nuklearnej, zauważył, że większość zakładów medycyny nuklearnej już po sześciu-ośmiu miesiącach wykorzystało przyznane przez NFZ limity. - Limity w badaniach PET, podstawowym badaniu onkologicznym, są naszym głównym problemem - mówił. - Gdyby zostały zniesione, byłoby to bardzo pozytywne rozwiązanie - wtórował mu prof. Rafał Czepczyński.
Limity wykorzystane, pacjenci szukają terminów
Wstrzymywanie nadwykonań w praktyce oznacza, że pacjenci mogą być zmuszeni do oczekiwania w kolejce na "nowy limit" lub szukać terminu gdzie indziej.
Tymczasem, jak wskazuje prof. Rafał Czepczyński, jeśli pacjent będzie zmuszony czekać na badanie np. trzy miesiące, lekarze mogą zbyt późno wykryć nawrót albo progresję choroby.
- Możemy też kontynuować bardzo kosztowną i obciążającą terapię, chociaż pacjent jest już w remisji i nie potrzebuje kolejnych cykli. Opóźnienie badania nie zawsze prowadzi do takiego skutku, ale w części sytuacji zaburza cały plan leczenia. Dlatego termin powinien wynikać z potrzeb klinicznych, a nie z momentu, w którym w kontrakcie pojawią się środki na kolejną procedurę - uważa prezes Polskiego Towarzystwa Medycyny Nuklearnej.
Tego problemu nie rozwiązuje karta DiLO, która umożliwia pacjentom szybką ścieżkę.
- Karta DiLO bardzo dobrze porządkuje szybką diagnostykę i rozpoczęcie leczenia. Problem widzimy przede wszystkim wtedy, gdy PET/CT jest potrzebne już w trakcie terapii lub po jej zakończeniu, a badanie musi zostać rozliczone w ograniczonym kontrakcie ośrodka. Właśnie wtedy pacjent może wypaść z pierwotnej ścieżki finansowania, mimo że termin badania nadal ma znaczenie dla dalszego postępowania - tłumaczy prof. Czepczyński.
W podobnym tonie wypowiadał się w Sejmie prof. Leszek Królicki. - Karta DiLO zabezpiecza nam wykonanie badań do chwili rozpoznania. Natomiast szereg procedur medycznych wymaga kontroli leczenia. Typowym przykładem jest choćby leczenie chłoniaków, gdzie po drugim, trzecim cyklu chemioterapii należy zweryfikować, czy ta chemioterapia jest dobrze prowadzona, czy jest właściwie dawana. I wtedy już karta DiLO tego nie obejmuje - wskazywał.
Jego zdaniem ośrodki i specjaliści są "potrójnie limitowani". - Karta DiLO na początku karze nam zbadać pacjenta jak najszybciej, chociaż nie do końca za tym idzie postepowanie. Drugi punkt to finanse: ogromne ograniczenia w finansowaniu tych badań, limity na nie i trzecie ograniczenie, to dokładnie określone wskazanie do badań - wyliczał.
Nie chodzi o dostęp do PET/CT bez ograniczeń
Eksperci uważają, że w polskich ośrodkach można by wykonywać więcej badań PET/CT.
- Mamy nowoczesne skanery oraz coraz lepiej przygotowane zespoły lekarzy, fizyków, techników i radiofarmaceutów. Nowe urządzenia umożliwiają wykonanie kilkudziesięciu badań w ciągu dnia. Jeżeli nie ma środków na świadczenia, aparat pracuje tylko przez część dnia, chociaż pacjenci czekają - mówi prezes Polskiego Towarzystwa Medycyny Nuklearnej.
Zaznacza, że przed zwiększeniem kontraktu trzeba oczywiście potwierdzić przepustowość każdego ośrodka, bo sytuacja kadrowa i organizacyjna nie wszędzie jest taka sama.
Podkreśla, że Polskie Towarzystwo Medycyny Nuklearnej nie postuluje dowolnego dostępu do PET/CT. - Chcemy, aby każdy pacjent spełniający kryteria mógł wykonać badanie w terminie wynikającym ze schematu postępowania - precyzuje.
Zdaniem przedstawicieli Polskiego Towarzystwa Medycyny Nuklearnej każdy ośrodek powinien otrzymywać pełną zapłatę za prawidłowo zakwalifikowane i wykonane świadczenie. - Taki model skróciłby kolejki, ograniczył konieczność poszukiwania przez pacjentów terminów w innych województwach i pozwolił lepiej wykorzystać aparaturę, w którą system już zainwestował - argumentują.
Co na to ministerstwo zdrowia?
W posiedzeniu podkomisji stałej ds. onkologii brał udział Michał Chrobot, dyrektor Departamentu Opieki Koordynowanej w Ministerstwie Zdrowia.
- Bardzo bym sobie i wszystkim pacjentom w Polsce życzył, żeby wszystkie świadczenia były bez limitu, natomiast po prostu nas na to nie stać. Szukamy źródeł finansowania poprzez chociażby ograniczenie tych wydatków, które wydają się być absolutnie nieuzasadnione - powiedział, wskazując na trudną sytuację finansową płatnika. Zadeklarował, że przekaże postulat ekspertów dotyczący zniesienia limitów resortowi zdrowia.
Michał Chrobot przypomniał, że od 1 stycznia wchodzi elektroniczna karta DiLO, która będzie obowiązkowa dla każdego pacjenta. - To już będzie duża zmiana bo dziś około 30 proc. pacjentów w ogóle jej nie dostaje, a co za tym idzie - te świadczenia stają się właśnie limitowane - mówił.
Przyznał jednak, że badania w trakcie leczenia pozostają problemem, którego przejście na system e-DiLO nie rozwiązuje. Jego zdaniem to temat do "dyskusji z płatnikiem".
Źródło: tvn24.pl
ZOBACZ TAKŻE:
Link skopiowany do schowka.
Source: TVN24 · Agnieszka Pióro
At a glance
- Topic
- World
- Country
- 🇵🇱 PL
- Publisher language
- PL
- Added to Allnira