Niemiecki, nazistowski obóz Stutthof
Źródło wideo: Reuters Archive
Źródło zdj. gł.: Pomorska Policja
Wszystko zaczęło się pod koniec sierpnia. Wówczas Pomorskie Towarzystwo Prospekcji Historycznej In Terra wspierane m.in. przez Stowarzyszenie Poszukiwawczo-Historyczne Gulden prowadziło prace poszukiwawcze na polach oddalonych kilka kilometrów od terenu dawnego niemieckiego obozu KL Stutthof. W "obozowym śmietniku" natrafili na metalową rurkę z ręcznie wyciętymi inskrypcjami.
Prace odbywały się pod koniec sierpnia
Źródło zdjęcia: Pomorska Policja
- Na początku w ogóle nie zwróciliśmy na ten przedmiot uwagi, bo wyglądał jak dziesiątki innych porzuconych rzeczy. Nagle wyskoczyły nam te napisy - mówi komisarz Bartłomiej Góra z pomorskiej policji i prezes Stowarzyszenia Poszukiwawczo-Historyczne Gulden.
Funkcja odnalezionego przedmiotu pozostaje nieznana. - Jest to kawałek rurki ze stopu metali, prawdopodobnie mosiądzu posrebrzanego - wyjaśnił.
Napisy powstały przy użyciu podręcznych narzędzi. - Raczej coś o ostrym zakończeniu, jakiś szpikulec, jeśli mieli to może kawałek widelca - zaznaczył.
Z uwagi na kształt - wysokość około 20 centymetrów i średnicę 3,5 centymetra - obiekt roboczo nazwano świecznikiem.
Na rurce były wyryte napisy
Źródło zdjęcia: Pomorska Policja
"Świecznik" marynarza
Odkryciu towarzyszyły ogromne emocje. - To nie jest kolejna łuska, kolejny hełm czy guzik, tylko coś bardzo osobistego - podkreślił Góra.
Napisy początkowo trudno było odczytać. To udało się dzięki nadkomisarzowi Przemysławowi Andrearczykowi, ekspertowi Laboratorium Kryminalistycznego Komendy Wojewódzkiej Policji w Gdańsku i biegłego z zakresu badań daktyloskopijnych.
Napisy udało się rozczytać
Źródło zdjęcia: Pomorska Policja
Zrobił zdjęcia makro, które pozwoliły lepiej uwidocznić inskrypcję. Udało się odczytać imię i nazwisko: Aarne Kovala, a także nazwę fińskiego miasta Oulu. Była też data - 25 stycznia 1945 roku, przypadająca na okres rozpoczęcia ewakuacji więźniów i marszu śmierci.
- To był moment, od którego zaczęła się cała historia. Z pozoru mieliśmy tylko metalowy przedmiot z nieczytelnymi napisami. Kiedy udało się je odczytać, okazało się, że mogą nas doprowadzić do konkretnego człowieka - wspomina Andrearczyk.
Badacze ze Stowarzyszenie In Terra ustalili, że Aarne Kovala trafił do obozu jako 16-letni marynarz po przejęciu fińskiego statku handlowego przez Kriegsmarine. Mężczyzna przeżył wojnę i opuścił obóz Stutthof. Potem wyemigrował do Kanady.
Przeczesywano pole, dawny "obozowy śmietnik"
Źródło zdjęcia: Pomorska Policja
Dotarli do jego żony
Po wprowadzeniu odczytanych słów kluczowych do wyszukiwarki natychmiast natrafiono na historię Kovala spisaną w książce przez jego córkę Liise. - Początkowo rodzina w Kanadzie podchodziła do sprawy z pewnym dystansem i asekuracją, ale po przesłaniu zdjęć artefaktu i weryfikacji naszego stowarzyszenia nawiązana została niezwykle poruszająca relacja - powiedział Michał Rutkowski z Pomorskiego Towarzystwa Prospekcji Historycznej In Terra.
Odkryte podczas prac przedmioty
Źródło zdjęcia: Pomorska Policja
Z poszukiwaczami skontaktowała się także żyjąca wdowa po więźniu. - Żona Aarne do tej pory pielęgnuje pamięć o mężu. Wiadomość od niej była dla nas niezwykle wzruszająca - zaznaczył przedstawiciel In Terra.
Rutkowski zwrócił również uwagę na istotny szczegół widoczny na samym obiekcie. Data 25 stycznia 1945 r., oznaczająca początek ewakuacji obozu i marszu śmierci, została wyryta na rurce dwukrotnie, pod różnymi kątami.
Odkryte przedmioty
Źródło zdjęcia: Pomorska Policja
- Musi to oznaczać, że więzień miał informację o nadchodzących wydarzeniach i świadomie chciał zostawić trwały ślad. Przedmiot prawdopodobnie zostawił w baraku, skąd podczas czyszczenia trafił na obozowy śmietnik i przetrwał do naszych czasów – podsumował Michał Rutkowski.
Przedmiot został oficjalnie przekazany do zbiorów Muzeum Stutthof w Sztutowie.
Norweskie monety znalezione na polu
Źródło zdjęcia: Pomorska Policja
Pasja wykorzystywana na służbie
Dla obu policjantów zainteresowanie historią i eksploracją nie kończy się wraz z zakończeniem prywatnych poszukiwań. Umiejętności zdobyte w terenie wykorzystują również podczas czynności związanych z pracą zawodową.
Kom. Bartłomiej Góra pracując nad sprawą zabójstwa sprzed około 30 lat w okolicach Trójmiasta za pomocą wykrywacza metali znalazł przedmioty mogące mieć związek z przestępstwem, między innymi obrączkę, guziki i nóż.
Nadkom. Przemysław Andrearczyk i kom. Bartłomiej Góra
Źródło zdjęcia: Pomorska Policja
Z kolei nadkom. Andrearczyk wspomina, że przy sprawie zabójstwa jednego z gangsterów w gdańskiej Oliwie wraz z zespołem przez trzy dni prowadzili poszukiwania zarówno na brzegach jak i w wodzie, starając się odnaleźć narzędzie zbrodni i inne przedmioty związane ze sprawą. Wykorzystano do tego między innymi detektory. Działania zakończyły się odnalezieniem noża, telefonu i innych przedmiotów związanych z zabójstwem.
Obaj policjanci podkreślają, że ich pasje i obowiązki służbowe wzajemnie się uzupełniają. Wiedza zdobywana podczas poszukiwań historycznych pomaga im lepiej rozumieć teren, interpretować sygnały urządzeń i bezpiecznie obchodzić się z odnajdywanymi przedmiotami. Z kolei doświadczenie policyjne pozwala im dostrzegać potencjalną wartość dowodową znalezisk i właściwie oceniać ich znaczenie.
Źródło: tvn24.pl, PAP
ZOBACZ TAKŻE:
Link skopiowany do schowka.
Source: TVN24
At a glance
- Topic
- World
- Country
- 🇵🇱 PL
- Publisher language
- PL
- Added to Allnira